W 2012 roku angielska marka Triumph zaprezentowała największego członka gamy Tiger, który w założeniu miał ukrócić panowanie BMW R1200 GS w segmencie turystycznych enduro. Brytyjczycy poważnie podeszli do konfrontacji i reprezentatywny model o przydomku "Explorer" stał się realnym zagrożeniem dla konkurenta, który przez wiele lat obecności na rynku zaskarbił sobie renomę i uznanie tysięcy motocyklistów na całym świecie.
Konstruktorzy Triumpha bezpardonowo przejęli kilka sprawdzonych patentów BMW. Na pokładzie Explorera znajdziemy między innymi jednostronny wahacz w którym ukryto bezobsługowy wał kardana, także w stylistyce nie trudno znaleźć nawiązanie do GS-a.
Na seryjnym wyposażeniu znalazł się układ hamulcowy z anty blokującym systemem ABS, kontrola trakcji oraz tempomat. Ku uciesze wielbicieli ostrzejszej jazdy i tradycjonalistów oba systemy można wyłączyć z poziomu kierownicy, aczkolwiek aby to zrobić będzie konieczne zatrzymanie pojazdu i wrzucenie biegu jałowego. Takie rozwiązanie ma na celu zadbać o nasze bezpieczeństwo, bowiem do obsługi komputera pokładowego trzeba się przyzwyczaić i podczas jazdy taka nauka mogłaby się skończyć tragicznie. Z kolei tempomat to gratka dla fanów szybkiej jazdy po autostradach i drogach ekspresowych, którzy po jednorazowym przejechaniu tysiąca kilometrów nie będą już musieli narzekać na nadwyrężenie prawego nadgarstka.
Na długiej liście osprzętu znalazły się także automatycznie wyłączające się kierunkowskazy, regulacja położenia wysokości kanapy oraz rozbudowany zestaw wskaźników i ogromny ciekłokrystaliczny wyświetlacz dostarczający niezliczonej ilości informacji.
Wszystkie wymienione "bajery" są jedynie ułamkiem tego co tak naprawdę może mieć na pokładzie Tiger Explorer, bowiem producenci skomponowali niecodziennie długą litanię wyposażenia dodatkowego. I tak obok zestawu kufrów, wyższej szyby, tangbagu i poliwęglanowej nakładki na przedni reflektor znalazły miejsce bardziej ekstrawaganckie akcesoria , jak zestaw halogenów, gmole, podgrzewane manetki i kanapy, aluminiowa płyta ochraniająca silnik, czujnik ciśnienia w oponach czy tuningowy układ wydechowy Arrow zwiększający moc silnika o 3 KM. To wszystko sprawia że klient może indywidualnie dobrać dodatkowy osprzęt za prawie pół wartości nowego motocykla. Budowa jednostki napędowej oraz jej możliwości nie odstają od szerokiego wachlarza akcesoriów. Klasyczny rzędowy silnik o trzech cylindrach ma pojemność 1215 cm ³, zasila go elektroniczny wtrysk paliwa, a za produkcję prądu odpowiada najmocniejszy na rynku motocyklowym alternator o mocy 950 W. Chłodzona cieczą maszyneria generuje niebotyczną moc 137 KM i maksymalny moment obrotowy 121 Nm, dzięki temu ważący prawie 260 kilogramów "turystyk" rozpędza się do ponad 200 km/h.
Jest jednak kilka niedopatrzeń, które odbierają Triumph-owi ułamek szans na spektakularną wygraną z R1200 GS. Brak możliwości elektronicznego sterowania nastawami zawieszeń czy niemożność zakupu popularnych szprychowych kół to drobne niuanse, które z czystym sumieniem można wybaczyć, mimo że są standardem w tym segmencie motocykli turystycznych. Niestety większość wad rozbijających się o elektronikę jest już zbyt irytująca. Obsługa komputera pokładowego jest nie intuicyjna, aby wyłączyć kontrolę trakcji i ABS trzeba wejść w niedorzecznie dalekie ustawienia. Tym bardziej to irytuje że komputer powraca do ustawień fabrycznych po każdym uruchomieniu silnika. Aby udogodnić nierówną walkę z menu przewidziano specjalny przycisk powracający do pozycji startowej. Ponadto użytkownicy planujący dalekie eskapady będą się musieli się pogodzić z niedużą pojemnością zbiornika paliwa, choć jak deklaruje producent przy spokojnym traktowaniu manetki gazu, na dostępnych 20 litrach możliwe jest przebycie dystansu ponad 400 kilometrów.
Najważniejsze jest jednak to że Explorer świetnie sprawdza się w postawionym mu zadaniu. Pozycja za kierownicą i profil kanapy pozwalają na przybranie przez podróżujących ergonomicznej postawy, podnóżki umieszczone są w przemyślanych miejscach, a wysoka szyba skutecznie chroni przed naporem wiatru i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. To wszystko sprawia że duże dzienne przebiegi na długodystansowych wyprawach nie będą mocno doskwierać, a tygodnie spędzone w trasie pozostawią po sobie tylko pozytywne wrażenia. Oczywiście trzeba pamiętać o tym że zarówno duża masa własna, specyficzna geometria podwozia i twardo zestrojone zawieszenia lepiej sprawdzą się na utwardzonych odcinkach.